• White Facebook Icon
  • White Instagram Icon
  • White Twitter Icon
  • White Pinterest Icon
halfway design, halfway, polska moda, moda uliczna, polish fashion

halfwaydesign@gmail.com 

(+48) 665 426 267

ul. Swietokrzyska 30/63

00-116 Warsaw 

March 13, 2017

February 10, 2017

January 31, 2017

January 30, 2017

Please reload

Recent Posts

Produkcja

March 13, 2017

 playing with patterns to create our future collection 

 once designs were finalized, they were created in flat construction illustrations for the next steps of the process

 

 

 

 

 working on details in our prototypes.

 

 

 

 

 

 Ania wearing our prototypes while working on prototypes.

 

 

 

 

Kojarzycie tą scenę z „A serious man” braci Coen, w której główny bohater, tuż po powrocie z pracy, zamiast obiadu i codziennej porcji smal talk’u otrzymuje żądanie rozwodu i przez kolejne 10 minut jedyne, co potrafi powiedzieć to „but...Sy? Sy Ableman??”?

 

To jest mniej więcej ten poziom niedowierzania i dezorientacji, który towarzyszył nam przez pół roku organizowania produkcji. 'Ale chwila...przecież nie tak to miało wyglądać!' - powtarzałyśmy z pretensją i rosnącą frustracją w przestrzeń, nie wiedząc nawet do kogo konkretnie ten wyrzut skierować – do nieterminowych podwykonawców, twardych zasad rynku czy do siebie samych.

 

 

Gdzie to uszyć?

 

Samo projektowanie to naprawdę niewielki zaledwie ułamek pracy projektanta. Pewnie jeden z najprzyjemniejszych, a i stosunkowo najłatwiejszy. Potem przychodzi tzw. prawdziwa praca – znalezienie producentów, konstruktora i szwalni, którzy spełnią nasze oczekiwania jakościowe i którzy zwyczajnie zechcą przyjąć nasze zamówienie. Z którym się po prostu dogadamy.

 

Największym bowiem problemem, z którym boryka się pewnie większość małych marek, są progi minimalnych zamówień. Dotyczy to zarówno tkanin, jak i usług szycia.

Oczywiście, można to obejść: szyjąc z tzw. stocków, czyli resztek tkanin wyprodukowanych dla innych, większych firm i kierując zlecenie do bardzo małych szwalni, które wówczas lubią się nazywać pracowniami lub, nie daj Boże, atelier. Obie nazwy zwiastują jedno: będzie drogo.

Pamiętam, jak jedna z nich, nazwijmy ją roboczo „Aga Atelier”, odpowiedziała kiedyś na nasze zapytanie, że owszem, bardzo chętnie, młodzi projektanci to jest ich domena i w zasadzie można już im przysyłać materiały, po czym zdecydowanie mniej ochoczo, po kilkukrotnych prośbach, przysłali wycenę, wg której samo uszycie koszuli wyniosło niemal tyle, co planowana przez nas jej cena detaliczna. Jako argument ostateczny usłyszałyśmy, że „takie ilości to jest w zasadzie szycie na miarę”. Czy rzeczywiście?

Nie dałyśmy temu wiary i szczęśliwie niedługo potem udało nam się znaleźć małą, dobrze wyposażoną szwalnię, która potwierdziła nasze przypuszczenia, że poprzednia firma próbowała nas zwyczajnie naciągnąć.

 

 

Ich czas, nasz pieniądz

 

Czy to oznaczało koniec problemów? O, bynajmniej! Zaraz po rozpoczęciu krojenia okazało się, że do szablonów wkradł się błąd. I choć na papierze mógł wyglądać na drobiazg, po przełożeniu na tkaninę, skutkował bardzo nieestetycznym wykończeniem dołu. Nie mogłyśmy tego zaakceptować, więc krojenie trzeba było powtórzyć – ze stratą materiału i czasu pracy szwaczek, a więc mówiąc wprost – pieniędzy.

Potem kolejno odkrywałyśmy szereg innych, mniejszych i większych błędów. Za każdy z nich, niezależnie od tego, czy był nasz, czy też wykonawcy, musiałyśmy zapłacić. Czasem 'tylko' straconym czasem, a czasem niestety również i gotówką.

Budżet topnieje zawsze za szybko, w tej sytuacji tempo tego procesu zaczynało nas już mocno stresować. Na szali stała jednak jakość i estetyka produktu, czyli to, o co zasadniczo w całej tej naszej przygodzie chodzi, wiedziałyśmy więc dobrze, że odpuszczenie choćby minimalnie standardów, które sobie wyznaczyłyśmy jest poza dyskusją. Pośpiech i ślepa oszczędność są złymi doradcami. Strata pieniędzy i rozjechanie się harmonogramu bolą jednak bardzo.

 

Szczerze podziwiałam w takich momentach Basię, która po głębszym wdechu mówiła „that's OK. It's a learning project”. Miała rację. Uczymy się i ciąg takich potknięć jest na początku po prostu nie do uniknięcia. Dwóch rzeczy nauczyłyśmy się na pewno. Po pierwsze, niewiele jest przesady w finansowych poradach, by każdą złotówkę brać pod lupę – drobne z pozoru kwoty szybko pęcznieją, a zebrane razem tworzą już całkiem niedrobną kwotę. Po drugie – a i to pewnie jest dla wielu z Was totalnym banałem – każde zlecenie, choćby zawierane w najmniej formalnych, przyjacielskich okolicznościach, warto spisać przed jego rozpoczęciem. Zaskakujące jest, jak początkowa jednomyślność i sielankowa wręcz atmosfera potrafią się szybko zepsuć.

 

Porzucając na chwilę ten narzekający ton, muszę sprawiedliwie oddać: nie wszystko szło jak po grudzie. Kilka razy doświadczyłyśmy współpracy wręcz idealnej. Tak było z naszym kaletnikiem, którego opanowanie, precyzja i permanentny półuśmiech a la Dalajlama, podsuwał mi czasem podejrzenie, że jest to model z tych wszystkich hipsterskich folderów sławiących tradycyjne rzemiosło.

 

A jednak był całkiem realny i bardzo z tej realności skorzystałyśmy. Razem ustalaliśmy wszystkie wykończenia, sposób tłoczenia logo, wielkość bolców do paska, szerokość szwów i wysokość wszycia zamka (pierwsze próby na prototypie pokazały, że musimy go nieco obniżyć, by zawieszona na ramieniu torba łatwiej się otwierała, a podszewka lepiej układała).

 

Po dłuższych poszukiwaniach znalazłyśmy też genialną konstruktorkę, z którą , poprawiając kilka szczegółów, uzyskałyśmy w końcu efekt, o jaki nam od początku chodziło.

 

Za nami pierwsza produkcja. Lekcja odrobiona, wnioski wyciągnięte. Cieszymy się ze znalezionych świetnych fachowców, od których pewnie niejednego się jeszcze nauczymy i z którymi zostaniemy na kolejne sezony.

 

Trzymajcie za nas kciuki, przed nami kolejne wyzwania!

Już niedługo pokażemy efekt wyżej opisanych wysiłków:)

 

W.

 

 

-------------------------------------------------------------------/--------------------------------------------------------------

 

 

Production of our collection 

 

You know those moments in life where your on autopilot? Life is so busy, but you have a routine and you feel you can predict the next step before it happens, and then….bam?! Suddenly the unexpected happens and your so thrown, you feel like you’ve stared at a blank wall for 10 minutes, and then the next thing that you say aloud is a clarifying statement of just what happened to you.

 

This is more or less the level of disbelief and confusion that accompanied us for half a year during the time of our production, But wait!!… It wasn’t supposed to be like this!!' - We repetitively found ourselves in resentment and growing in frustration, not knowing who to look to for a solution to address the difficulties we faced. Overdue subcontractors, changes to contracts, sudden emergencies beyond our control and the hard rules and timeline of the market itself.

 

 

Where to sew?

 

The design itself, is really just a small fraction of the designer's work. Probably one of the most exciting and relatively easiest parts of a project. Then comes the so-called "real work" - to find manufacturers, pattern makers and sewing houses who meet our expectations of quality, and those who simply wish to take our order. Lets not forget that in all these searches, a sense of good communication and a genuine relationship is a must, although not any easy find.

 

The biggest headache, faced by probably most small brands are minimum orders required. This applies to both the fabrics and sewing services. Of course, this can be overcome: Sewing stock patterns and using the waste material produced  from larger companies and then directing a request to a very small sewing room. Some of these smaller sewing rooms like to called studios, or, God forbid, an atelier. Both names mean one thing: it will be expensive.

 

I remember one of them, let's call it tentatively "Aga Atelier", responded to our request, that yes, we are very eager to work with young designers, and in fact that this is their speciality. They basically said “send us your materials right away and we can get started”. On repetitive requests for pricing, reluctantly the sent us their price per piece. A fine price it was, essentially cost of sewing each piece was more than our end retail price. Their defence was that the quantities were so small that it was basically custom tailored work. Was it really? No, but thats an example small brands face with small quantities face. We soon after we managed to find a small, well-equipped sewing room, which confirmed our suspicions that the previous company tried to simply stretch a new brand as far as they could. This is typical, there is no one to blame really, its just the reality of small quantities, and a new establishing label on the scene. 

 

Their time, our money

 

Did this mean the end of problems? Oh, not at all! Immediately after the start of cutting it turned out that our pattern template contained an error. While on paper it might of looked minuscule, after putting on fabric, it resulted in a very unaesthetic finishing to the hem of one of our shirts. It was simply unacceptable, so re-cutting all our fabric was necessary. This being a combination of loss of materials and time of the seamstresses, equated to one thing - money.

 

Then like clock work, other smaller errors seemed to come up. For each of them, regardless of whether it was our or contractor error, we had to pay. Sometimes it “was only lost time", and sometimes, unfortunately a loss in cash. Budget planning is a difficult thing, it always seems to just melt away. In our case (and probably many other fashion labels for that matter), the pace of this process was heavily stressful. At stake was the quality and aesthetics of our product. We couldn’t accept this as an option, not when this is a strong belief as a brand that we have, good quality, and a minimal design aesthetic couldn’t take that kind of hit.  Haste and blind savings are bad advisers, however waste of money and misalignment of the schedule, hurt very much.

 

I sincerely admired Basia in these times, who after a deep breath said, "that's OK. It's a learning experience. She was right. We learn with each hiccup we encountered,  and at the beginning some were simply unavoidable. Two things we learned fore-sure. Firstly, it is not an exaggeration when they say “look at every penny under a magnifying glass" - a seemingly small amount, that adds up so quickly, that it can become and unattainable amount. Secondly - and and it probably for many of you will sound like utter pointless advice - that every interaction with a prospective partner, even if discussed informally,  and in friendly circumstances, you might want to write down points for an agreement before it starts. It is surprising, how fast initial unanimity and great communication can quickly change when dollars are involved and minor challenges are met.

Abandoning the sour tone now, I justly can say not everything was a fight. Several times we experienced almost perfect cooperation.So it was with our leather crafter, whose poise, precision and permanent half-smile, a la Dali Lama, made me sometimes wonder if he was a model for all those hipster adds praising traditional crafts.

 

But he was quite real, offering critical advice, and this advice was something we were grateful for. Together we agreed on all the finishes of our purse. The way we wanted to stamp the logo on the leather, the size of the studs on the belt, and the width and height of stitches. He made prototypes that we could assess and work on improvements. This purse went through a transformation to be the best that it could be.

 

After a long search we also found a brilliant pattern drafter. With her we worked on improving small details, perfecting fit, creating our original vision in pattern form.

 

Behind us is out first production. Homework done and lessons learned. We are pleased to have found great professionals to work with, and which we are sure we will learn much more from, and work with for many seasons to come. 

 

Keep your fingers crossed for us, as their are many challenges that lay ahead. 

 

Hopefully with our recently released collection, you can see our efforts :)

 

W.

 

 Sketch of our purse to be. 

 

 

 first purse prototype (flowers were never part of the design).

 

 

 now where to attach this pocket.

 

 

 Ania showing off the newly made bomber jacket, fresh off the press. 

 

 

Please reload

Follow Us
Please reload

Archive
  • Instagram Social Icon
  • Black Facebook Icon
  • Black Twitter Icon
  • Black Pinterest Icon
  • Black Snapchat Icon